So 2,3; 3,12-13 | Ps 146 | 1 Kor 1,26-31 | Mt 5,1-12a
“Przyjrzyjcie się waszemu powołaniu, bracia” (1 Kor 1,26).
To nie jest retoryka. Paweł naprawdę każe spojrzeć swoim słuchaczom w Koryncie, a przez nich zaprasza do tego samego nas. Po grecku stoi tu słowo klēsis, które oznacza wołanie, a po polsku mamy piękną etymologię: po-wołanie - czyli to, jaki jesteś po tym, jak Bóg cię wołał.
Bo zazwyczaj powołanie kojarzymy z czymś wielkim, z jakimś wyróżnieniem. Powołany to znaczy wybrany, ważny, może nawet lepszy od innych. Tymczasem Paweł pyta inaczej, prostej i brutalniej: przyjrzyjcie się naprawdę, bez iluzji. Popatrzcie na siebie nawzajem, na swoją wspólnotę. I powiedzcie szczerze, co widzicie.
Do czego Bóg woła?
Do czego właściwie Bóg woła? Co to w ogóle znaczy „być chrześcijaninem”?
Jezus odpowiada na to pytanie na górze, w świadomym nawiązaniu do Mojżesza i Synaju. Siada, bo tak uczyli rabini - siadali, gdy mieli powiedzieć coś ważnego. I zaczyna od słowa, które po grecku brzmi makarioi - błogosławieni, szczęśliwi. Mówi: “Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).
Warto tu zwrócić uwagę na coś ważnego. Jezus nie mówi „Bądźcie ubodzy, bądźcie płaczący, bądźcie cisi” - jakby to był rozkaz, jakiś program moralny do wykonania. On stwierdza: „Ubodzy w duchu są błogosławieni.” To nie jest warunek w stylu „jeśli będziesz ubogi, to będziesz błogosławiony”, tylko orzeczenie o stanie rzeczy: „ubodzy w duchu są - już teraz, w tej chwili - błogosławieni”.
Kto to jest ten „ubogi w duchu”? Po grecku stoi ptōchos, co oznacza żebraka. To nie jest po prostu biedny człowiek - na to Grecy mieli inne słowo, penēs, które oznaczało kogoś, kto musi ciężko pracować, żeby przeżyć. Ptōchos to ktoś, kto nie ma absolutnie nic, kto musi o wszystko prosić, bo sam nic nie posiada.
A dodatek „w duchu” nie oznacza, że Jezus mówi tu o wyborze materialnej ascezy czy że gloryfikuje ubóstwo jako takie. Chodzi raczej o duchowe rozpoznanie, o dotknięcie prawdy o sobie: nie mam nic do zaoferowania Bogu. Wszystko, co mam - nawet to, że jestem, że oddycham, że w ogóle mogę wierzyć - to dar, nie moje osiągnięcie.
I Jezus idzie dalej, rysując ten sam portret z różnych stron. Błogosławieni płaczący - ci, którzy żałują i nie uciekają w cynizm ani obojętność. Błogosławieni cisi, po grecku praeis - nie potulni w sensie bierności, lecz ci, którzy świadomie nie używają przemocy, choć mają środki, żeby walczyć, żeby się bronić, żeby odpłacić. Błogosławieni łaknący sprawiedliwości - ci, którzy pragną, żeby relacje między ludźmi były uzdrowione, żeby świat był inny niż jest.
To nie jest program moralny w stylu „staraj się tak żyć, żeby być dobrym chrześcijaninem”, lista wymagań do spełnienia. To raczej portret - tak wygląda człowiek, który żyje w Królestwie. Tak wygląda ktoś, kto naprawdę odpowiedział na wołanie Boga i pozwolił, żeby to wołanie go zmieniło.
Więc do czego Bóg woła? Do rozpoznania własnej nicości przed Nim. Do zaufania, że On sam wystarczy, że nie potrzebujesz niczego więcej. Do życia, w którym nie musisz się chlubić swoją mocą, mądrością, statusem - bo wszystko i tak jest darem, który otrzymałeś, a nie osiągnięciem, które sam sobie wywalczyłeś.
To jest chrześcijaństwo, jeśli chcemy być wobec siebie szczerzy. Do tego Bóg zaprasza.
Jacy w tym jesteśmy?
I teraz wracamy do Pawła i jego pytania: „Przyjrzyjcie się waszemu powołaniu.” Co widzicie, gdy patrzcie na siebie? Jacy jesteście - nie jacy chcielibyście być, lecz jacy naprawdę jesteście?
Paweł nie oszczędza słów, nie cukruje rzeczywistości. Pisze do Koryntian wprost: “Niewielu jest mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Ale Bóg wybrał to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców; wybrał to, co słabe, aby mocnych zawstydzić; i to, co nisko urodzone oraz wzgardzone” (1 Kor 1,26-28).
Tacy jesteście.
To brzmi jak obraza - kto chciałby usłyszeć o sobie, że jest głupi, słaby, wzgardzony? Ale Paweł nie obraża, tylko diagnozuje rzeczywistość, którą Koryntianie doskonale znają. Większość z nich faktycznie nie pochodzi z elit. Nie mają retoryki ani filozoficznego wykształcenia, które w Koryncie - mieście portowym, pełnym intelektualnych snobów - dawało status społeczny i szacunek. Nie są mocni - nie mają władzy politycznej, wpływów, pieniędzy, które pozwalałyby im cokolwiek załatwić. Nie są szlachetnie urodzeni - nie mają pochodzenia, które automatycznie otwierałoby im drzwi do wyższych sfer.
I Paweł mówi: właśnie dlatego Bóg was wybrał. Nie pomimo tego, że jesteście słabi i prości - lecz przez to.
Dlaczego Bóg tak wybiera? Bo, jak pisze Paweł, chodzi o to, “aby nikt się nie chlubił wobec Boga” (1 Kor 1,29).
Gdybyś był mądry według kryteriów świata, mocny, szlachetnie urodzony - chlubił byś się sobą. Myślałbyś, że sam to osiągnąłeś, że zasłużyłeś na swoje zbawienie, że to twoja moc, twoja mądrość, twoje pochodzenie cię uratowało. A tak, gdy jesteś słaby i prosty, nie masz z czego się chlubić. Wiesz, że zbawienie to dar, nie twoje osiągnięcie. Nie możesz powiedzieć „ja to zrobiłem”, bo nic nie zrobiłeś - wszystko dostałeś.
To nie jest zresztą wymysł Pawła, nie jakaś jego ekscentryczna teologia. Bóg zawsze tak działał, od początku. Prorok Sofoniasz, setki lat wcześniej, zapowiadał: “Pozostawię pośród ciebie lud pokorny i ubogi, którzy w imieniu Pańskim będą szukać ratunku” (So 3,12).
Nie elitę. Nie mądrych według świata. Nie wielkich i możnych, którzy mają wszystko pod kontrolą. Lud pokorny i ubogi - tych, którzy nie mają nic poza imieniem Pańskim, do którego się uciekają.
To nie przypadek, nie efekt uboczny historii zbawienia. To zamiar Boga od początku.
Za darmo
Więc wracamy do początku, do pytania Pawła: „Przyjrzyjcie się waszemu powołaniu.”
Jacy jesteście po wołaniu Boga?
Słabi. Prości. Ubodzy w duchu. Nikt według kryteriów świata - i bardzo często nikt według kryteriów religijnych, kościelnych hierarchii.
I właśnie to - paradoksalnie, wbrew temu, czego byśmy oczekiwali, czego byśmy chcieli - właśnie to cię ratuje.
Bo Bóg daje za darmo. To znaczy: nie musisz udowadniać swojej wartości - ani przed światem, ani przed Kościołem, ani przed Bogiem. Nie musisz konkurować o status, o widoczność, o pierwsze miejsca - choćby w parafii, w ruchu, w jakiejkolwiek wspólnocie. Nie musisz udawać, że jesteś mądry, mocny, wielki, że masz wszystko pod kontrolą, że twoje życie duchowe wygląda jak Instagram pełen sukcesów.
Możesz być taki, jaki jesteś - co nie znaczy „nie musisz się zmieniać”, lecz znaczy coś głębszego: możesz rozpoznać swoją słabość i nie ukrywać jej, nie maskować, nie kompensować nadmierną gorliwością albo moralna wyższością nad innymi. Możesz zaufać, że Bóg ratuje przez twoją słabość, nie pomimo niej. Że twoja słabość nie jest przeszkodą, którą Bóg musi jakoś obejść, tylko miejscem, przez które On działa.
Paweł kończy swój wywód cytatem z proroka Jeremiasza: “Kto się chlubi, niech się chlubi w Panu” (1 Kor 1,31; por. Jr 9,23).
Jedyna właściwa chluba - nie ja, lecz On. Nie moja moc, lecz Jego łaska. Nie moja wielkość, moja mądrość, moje osiągnięcia, moja duchowość - lecz Jego wybór, całkowicie darmowy, niezasłużony, nie oparty w ogóle na moich kwalifikacjach.
Nie musisz być wielki.
Wystarczy, że jesteś Jego.
ks. Arkadiusz Lechowski

